![]() |
| kemping w Grabowa, Rumunia |
Określenia analogowy i cyfrowy mają jedynie wspólną krawędź czasu. Analogowy należy do czasu przeszłego i dokonanego. Cyfrowy należy do czasu teraźniejszego i być może do przyszłego. Właśnie czas pokaże. Gdzie przebiegła krawędź czasu w czasie nikt nie potrafi precyzyjnie tego określić. Krawędź czasu gdzieś jest w przeszłości i z obecnego punktu czasu jej szukanie jest zajęciem bezsensownym, wtórnym i durnym, gdyż czas analogowy przeminął a cyfrowy właśnie jest i się dzieje.
Liczba 67 to swoiste zaklęcie nieco pośpiesznie pichconej reformy emerytalnej. Ta liczba przeraża zarówno tych którym bliżej do emerytury (mnie) ale również tych co zaczynają pracę. I rzecz nie w tym, że ludzie nie chcą być aktywni po sześćdziesiątce, bo nic ta nie zabija człowieka jak bezczynność, szczególnie po aktywności zawodowej. Rzecz w tym czy ludzie w tym wieku będą zdolni do wydajnej pracy i czy praca w ogóle, dla nich będzie. Dla osób zniszczonych ciężką pracą fizyczną przez lata, proponuje się przekwalifikowanie.
Na jaki zawód ma się przekwalifikować górnik po czterdziestu latach pracy pod ziemią, bo chyba jedynie na ciecia w firmie ochroniarskiej. Bo nawet jak zdobędzie nowe kwalifikacje, to jaki pracodawca go zatrudni. Czyżby miało tak być, że pracodawca dostanie do takiego pracownika dotację od państwa. Casus zatrudnienia osób niepełnosprawnych przeczy takim rozwiązaniom, a przecież do takowych dotacji potrzebni będą kolejni urzędnicy, do ich rozliczania.
Mam wrażenie, że ta zaklęta liczba ma stać się czarodziejską różdżką, która zapewni państwu zbilansowanie wpływów ze składek z emeryturami. Przeciętny polak pracuje około 45 lat, czyli trzy okresy po 15 lat, a jeden taki okres żyje emeryt pobierający emeryturę. Patrząc z tej perspektywy nie sposób zrozumieć czemu składki na zus z trzech pokoleń pracujących nie pokrywają jednego pokolenia emerytów.
Nie podważam wiedzy i praktyki zawodowej Rostowskiego jako ekonomisty analityka na cyfrach obecnych oraz wiedzy o procesach ekonomicznych z poprzedniej epoki, czyli epoki analogowej. Jest pragmatykiem, ale pozbawionym umiejętności wizjonerskich. Wedle Rostowskiego, świat i gospodarki będą stały w miejscu i nie będą się rozwijały, podnosząc wydajność i pomniejszając zatrudnienie w wyniku robotyzacji.
Wedle takiego myślenia, nakład pracy i kosztów na jednostkę zysku, będzie taki sam za trzydzieści lat jaki jest teraz. A do wytworzenia jednostki zysku trzeba będzie zatrudnić bezpośrednio i pośrednio tylu samo pracowników (jednostek pracy) za trzydzieści lat ilu wytwarza tę samą jednostkę zysku obecnie.
Rostowski nie wierzy tym samym w postęp technologiczny, robotyzację, wzrost wydajności pracy oraz to, że zdecydowana większość fizycznej produkcji, będzie wykonywana w biednych krajach świata za marne wynagrodzenie. Minister nie wierzy w rozwój świata, niezależnie od tego w jakim kierunku ten rozwój pójdzie.
Na co bezpośrednio przełoży się podniesienie wieku emerytalnego do 67 roku życia? Z całą pewnością na odciążenie budżetu z tytułu braku konieczności wypłaty emerytury wcześniej (tak jak teraz) oraz zmniejszenie ich wielkości z powodu ograniczenia przedziału czasu wypłat z tytułu umieralności emerytów.
Jeżeli dojdzie do klęski w reformie emerytalnej, to zasadniczą przyczyną będzie brak (nieprzekazanie) informacji o rzeczywistych liczbach z jaki boryka się budżet państwa (takich jak koszt obsługi generowany przez zus, inne cele budżetowe na jakie są przeznaczane pieniądze ze składek) oraz prognozy, o ile faktycznie wzrośnie emerytura po dodatkowym okresie pracy, ale nie w beznamiętnych banknotach złotego lecz w realnej sile nabywczej emeryckiego złotego na rynku po przepracowaniu dodatkowego czasu życia.
Liczba 67 to swoiste zaklęcie nieco pośpiesznie pichconej reformy emerytalnej. Ta liczba przeraża zarówno tych którym bliżej do emerytury (mnie) ale również tych co zaczynają pracę. I rzecz nie w tym, że ludzie nie chcą być aktywni po sześćdziesiątce, bo nic ta nie zabija człowieka jak bezczynność, szczególnie po aktywności zawodowej. Rzecz w tym czy ludzie w tym wieku będą zdolni do wydajnej pracy i czy praca w ogóle, dla nich będzie. Dla osób zniszczonych ciężką pracą fizyczną przez lata, proponuje się przekwalifikowanie.
Na jaki zawód ma się przekwalifikować górnik po czterdziestu latach pracy pod ziemią, bo chyba jedynie na ciecia w firmie ochroniarskiej. Bo nawet jak zdobędzie nowe kwalifikacje, to jaki pracodawca go zatrudni. Czyżby miało tak być, że pracodawca dostanie do takiego pracownika dotację od państwa. Casus zatrudnienia osób niepełnosprawnych przeczy takim rozwiązaniom, a przecież do takowych dotacji potrzebni będą kolejni urzędnicy, do ich rozliczania.
Mam wrażenie, że ta zaklęta liczba ma stać się czarodziejską różdżką, która zapewni państwu zbilansowanie wpływów ze składek z emeryturami. Przeciętny polak pracuje około 45 lat, czyli trzy okresy po 15 lat, a jeden taki okres żyje emeryt pobierający emeryturę. Patrząc z tej perspektywy nie sposób zrozumieć czemu składki na zus z trzech pokoleń pracujących nie pokrywają jednego pokolenia emerytów.
Nie podważam wiedzy i praktyki zawodowej Rostowskiego jako ekonomisty analityka na cyfrach obecnych oraz wiedzy o procesach ekonomicznych z poprzedniej epoki, czyli epoki analogowej. Jest pragmatykiem, ale pozbawionym umiejętności wizjonerskich. Wedle Rostowskiego, świat i gospodarki będą stały w miejscu i nie będą się rozwijały, podnosząc wydajność i pomniejszając zatrudnienie w wyniku robotyzacji.
Wedle takiego myślenia, nakład pracy i kosztów na jednostkę zysku, będzie taki sam za trzydzieści lat jaki jest teraz. A do wytworzenia jednostki zysku trzeba będzie zatrudnić bezpośrednio i pośrednio tylu samo pracowników (jednostek pracy) za trzydzieści lat ilu wytwarza tę samą jednostkę zysku obecnie.
Rostowski nie wierzy tym samym w postęp technologiczny, robotyzację, wzrost wydajności pracy oraz to, że zdecydowana większość fizycznej produkcji, będzie wykonywana w biednych krajach świata za marne wynagrodzenie. Minister nie wierzy w rozwój świata, niezależnie od tego w jakim kierunku ten rozwój pójdzie.
Na co bezpośrednio przełoży się podniesienie wieku emerytalnego do 67 roku życia? Z całą pewnością na odciążenie budżetu z tytułu braku konieczności wypłaty emerytury wcześniej (tak jak teraz) oraz zmniejszenie ich wielkości z powodu ograniczenia przedziału czasu wypłat z tytułu umieralności emerytów.
Jeżeli dojdzie do klęski w reformie emerytalnej, to zasadniczą przyczyną będzie brak (nieprzekazanie) informacji o rzeczywistych liczbach z jaki boryka się budżet państwa (takich jak koszt obsługi generowany przez zus, inne cele budżetowe na jakie są przeznaczane pieniądze ze składek) oraz prognozy, o ile faktycznie wzrośnie emerytura po dodatkowym okresie pracy, ale nie w beznamiętnych banknotach złotego lecz w realnej sile nabywczej emeryckiego złotego na rynku po przepracowaniu dodatkowego czasu życia.






