piątek, 24 lutego 2012

analogowy rostowski

kemping w Grabowa, Rumunia

Określenia analogowy i cyfrowy mają jedynie wspólną krawędź czasu. Analogowy należy do czasu przeszłego i dokonanego. Cyfrowy należy do czasu teraźniejszego i być może do przyszłego. Właśnie czas pokaże. Gdzie przebiegła krawędź czasu w czasie nikt nie potrafi precyzyjnie tego określić. Krawędź czasu gdzieś jest w przeszłości i z obecnego punktu czasu jej szukanie jest zajęciem bezsensownym, wtórnym i durnym, gdyż czas analogowy przeminął a cyfrowy właśnie jest i się dzieje.


Liczba 67 to swoiste zaklęcie nieco pośpiesznie pichconej reformy emerytalnej. Ta liczba przeraża zarówno tych którym bliżej do emerytury (mnie) ale również tych co zaczynają pracę. I rzecz nie w tym, że ludzie nie chcą być aktywni po sześćdziesiątce, bo nic ta nie zabija człowieka jak bezczynność, szczególnie po aktywności zawodowej. Rzecz w tym czy ludzie w tym wieku będą zdolni do wydajnej pracy i czy praca w ogóle, dla nich będzie. Dla osób zniszczonych ciężką pracą fizyczną przez lata, proponuje się przekwalifikowanie. 


Na jaki zawód ma się przekwalifikować górnik po czterdziestu latach pracy pod ziemią, bo chyba jedynie na ciecia w firmie ochroniarskiej. Bo nawet jak zdobędzie nowe kwalifikacje, to jaki pracodawca go zatrudni. Czyżby miało tak być, że pracodawca dostanie do takiego pracownika dotację od państwa. Casus zatrudnienia osób niepełnosprawnych przeczy takim rozwiązaniom, a przecież do takowych dotacji potrzebni będą kolejni urzędnicy, do ich rozliczania.    


Mam wrażenie, że ta zaklęta liczba ma stać się czarodziejską różdżką, która zapewni państwu zbilansowanie wpływów ze składek z emeryturami. Przeciętny polak pracuje około 45 lat, czyli trzy okresy po 15 lat, a jeden taki okres żyje emeryt pobierający emeryturę. Patrząc z tej perspektywy nie sposób zrozumieć czemu składki na zus z trzech pokoleń pracujących nie pokrywają jednego pokolenia emerytów.


Nie podważam wiedzy i praktyki zawodowej Rostowskiego jako ekonomisty analityka na cyfrach obecnych oraz wiedzy o procesach ekonomicznych z poprzedniej epoki, czyli epoki analogowej. Jest pragmatykiem, ale pozbawionym umiejętności wizjonerskich. Wedle Rostowskiego, świat i gospodarki będą stały w miejscu i nie będą się rozwijały, podnosząc wydajność i pomniejszając zatrudnienie w wyniku robotyzacji.


Wedle takiego myślenia, nakład pracy i kosztów na jednostkę zysku, będzie taki sam za trzydzieści lat jaki jest teraz. A do wytworzenia jednostki zysku trzeba będzie zatrudnić bezpośrednio i pośrednio tylu samo pracowników (jednostek pracy) za trzydzieści lat ilu wytwarza tę samą jednostkę zysku obecnie.


Rostowski nie wierzy tym samym w postęp technologiczny, robotyzację, wzrost wydajności pracy oraz to, że zdecydowana większość fizycznej produkcji, będzie wykonywana w biednych krajach świata za marne wynagrodzenie. Minister nie wierzy w rozwój świata, niezależnie od tego w jakim kierunku ten rozwój pójdzie.


Na co bezpośrednio przełoży się podniesienie wieku emerytalnego do 67 roku życia? Z całą pewnością na odciążenie budżetu z tytułu braku konieczności wypłaty emerytury wcześniej (tak jak teraz) oraz zmniejszenie ich wielkości z powodu ograniczenia przedziału czasu wypłat z tytułu umieralności emerytów.


Jeżeli dojdzie do klęski w reformie emerytalnej, to zasadniczą przyczyną będzie brak (nieprzekazanie) informacji o rzeczywistych liczbach z jaki boryka się budżet państwa (takich jak koszt obsługi generowany przez zus, inne cele budżetowe na jakie są przeznaczane pieniądze ze składek) oraz prognozy, o ile faktycznie wzrośnie emerytura po dodatkowym okresie pracy, ale nie w beznamiętnych banknotach złotego lecz w realnej sile nabywczej emeryckiego złotego na rynku po przepracowaniu dodatkowego czasu życia.

piątek, 17 lutego 2012

lajkonikowy cysorz

patataj, patataj

Donald Tusk sprawuje władzę po cysorsku. Miałki dwór, bo takim rządzić zdecydowanie łatwiej, nie ma nic do powiedzenia, bo nie ma i nie może mieć. Z pola rażenia usuwani są wszyscy, którzy nie podzielają zdania cysorza albo mają zdanie odrębne. I nie ma znaczenia czy mają rację czy nie. Cysorz sprawuje rządy ręką bezwzględną, wrzaskliwą i często wręcz arogancką. 

Jednocześnie cysorz jest medialnym lajkonikiem, który z wdziękiem i polotem objawia się medialnie w sytuacjach kryzysowych, gdzie waląc twardymi słowami o stół, składa kolejne oświadczenia, obietnice i życzenia. Lajkonik jest skupiony, z marsowym obliczem syzyfa dźwigającego mężnie skałę władzy i umiejętnie rozdaje razy podwładnym, od czasu do czasu wyrzucając podwładnego stanowiącego zagrożenie wewnętrzne lub medialne za drzwi, czyli do komórki, z której nie ma powrotu.

Jednocześnie oblicze lajkonikowatego cysorza jest tak wypichcone przez speców wizerunku, że żadne zło, żadne błoto, żaden kurza ani żaden nawet pyłek nie osiada trwale na obliczu. Oblicze jest marsowo piękne i zachwycone wyborczynie na ten widok popuszczają w majtki i swą duszą bronią oblicza cysorza a wyborcy nie pozwalają na jakąkolwiek krytykę ani przytyk. Oblicze jest i ma być spiżowe a jednocześnie nieskazitelne.

Cysorz na polskie warunki jawi się jako wybitny polityk i strateg ale już na tle europejskim jest średniej klasy politykiem i ta przeciętność nie jest skutkiem pozycji kraju na arenie europejskiej, ale typowo polskiej cechy, zastaw się a postaw się. Cysorz nie zdołał przy użyciu trampoliny jaką była prezydencja, doszlusować do wąskiego grona, gdy uwierzył, że reprezentując gospodarkę z drugiej dziesiątki uzyska prawo zasiadania w pierwszej trójce, no w najgorszym wypadku w pierwszej piątce. Nie wyszło a to bardzo uwiera po ambicji.

Cysorz doznał trwałego wstrząsu po przegranym boju o prezydenturę. Przegrupował hufce i przystąpił do punktowania właśnie rządzących. Nie za mocno, nie za słabo ot tak, aby nikomu większej krzywdy nie uczynić, bo jakby przeczuwał co się świeci i jak to można potem wykorzystać. Z dwu lat popapranych i nieudolnych rządów nacjonalistycznych prawicowców, uczynił świszczący bat na wyborców, czyli albo my albo recydywa skrajnej, faszyzującej prawicy. I tak przeminęło z wiatrem lat cztery.

Wybudowano orliki, wiele odcinków autostrad i trochę przerośnięte ale piękne stadiony. I to jest realna wartość, która trwale pozostanie. Jednocześnie w sferze unowocześniania państwa, jego demokratyzacji i uprzyjaźnieniu aparatu władzy obywatelom nie uczynił żadnego istotnego kroku, a wręcz przeciwne, bo przeczekał znakomity czas dla istotnych zmian w kraju. Kaczyński przejadł koniunkturę a Tusk zmarnował czas.

Początek tego roku był dla cysorza fatalny. Pupilka cysorza przygotowała bubel, który zniechęcił chorych, czyli większość ale także lekarzy i aptekarzy, czyli potencjalnych wyborców. Za niedługi czas arogancją władzy wkurzył młodych wyborców, którzy w sprzeciwie wyszli ku zaskoczeniu wszystkich na ulice mimo siarczystego mrozu. Za jedno i drugie medialnie przeprosił, ale to już nie zrobiło na obywatelach wrażenia. Lajkonik utracił lotność, cysorz nieomylność i wiarygodność a bacior na wyborców w postaci recydywy prawicy utracił moc trzymania obywateli za pysk.

Miałki dwór z łapanki, zalicza wpadkę po wpadce, barometr sondaży unaocznia odwrócenie trendu poparcia. Na plan pierwszy wychodzi oczywistość, że rząd pod wodzą cysorza jest kompletnie nieprzygotowany do sprawowania władzy oraz do zapowiedzianych w expose fundamentalnych zmian w państwie. Czas uruchomić program zderzaków i ich wymiany, ale nie ma już zawodników na ławce rezerwowych.

Czas się bardzo zmienił a na horyzoncie zaczyna się wykluwać realna opozycja. Cóż za plecami mamy już wyłącznie czas stracony a przed sobą stratę czasu, gdyż nie dostrzegam wewnętrznej siły, która popchnie cysorza w unowocześnianie państwa. Syndrom osamotnienia i wypalenia jest coraz wyraźniej widoczny. 


niedziela, 12 lutego 2012

kastrowanie demokracji

narodowy popis arogancji władzy

Pacyfikacja propagandowa użytkowników internetu, zwanych potocznie internautami, dokonana w miniony poniedziałek spaliła na panewce, bo wyjść inaczej nie mogła. Zwołana w trybie karnym, spotkała się z powszechnym olaniem ze strony najbardziej zainteresowanych, czyli obywateli korzystających z internetu, gdyż nie chcieli brać udziału w cerowaniu wizerunku premiera. Wyszła farsa, której celnym odzwierciedleniem były sandały na gołe stopy i dziarganie na drutach. Miała być propagandowa ustawka rządu a wiało nudą na mile.

Nie pomógł nawet pleciony kapelusznik ze starczym uwiądem twórczym ani zawołanie i rozpaczliwa prośba cyfrowego ministra (akurat go bardzo i lubię i cenię) do hackerów, coby nie atakowali. A co oni mieli niby atakować. Nudę? 

Cel ustawki był jeden. Spowodować zaprzestanie protestów. To co od czterech lat zwykle wychodziło, tym razem okazało się klapą propagandową. Niby było posypanie głowy popiołem, było standardowe przepraszam, były zapowiedzi intensyfikacji działań wyjaśniających, które pokazały, że mimo wielu wątpliwości co do acta, celem było przystąpienie do umowy. Na nic zdało się zwalenie winy na ministerialnych urzędników. Ustawka propagandowo przyniosła nic nie wart funt kłaków.

Młodzi nie dali się spławić i mimo mrozu kontynuują protesty na ulicach miast, co więcej fala protestu rozlewa się po europie a co mądrzejsi przywódcy odcinają się od umowy, aby nie wpaść w jeszcze większe gówno. W naszym kraju jak na razie ani rządzący ani sformatowane media nie zrozumiały czym jest ten protest, ani czemu nie wygasa a co więcej przyrasta w powszechnej świadomości, chociaż tego na razie nie widać na ulicach. Na razie nie widać.

Bunt młodych obywateli, który rodzi się na naszych oczach jest potężnym zagrożeniem dla rządzących elit polityczno-finansowych, które systematycznie betonują scenę polityczną wyłącznie dla własnych korzyści oraz utrzymania się przy władzy. W tym kraju największymi betoniarzami są buntownicy sprzed trzydziestu lat, którzy mentalnie zatrzymali się na postrzeganiu rzeczywistości jako walki z komuną oraz głęboko zakopali wspomnienia z czasów buntu. 

Sformatowane media także trzęsą portkami, bo utraciły moc kształtowania opinii a tym samym zarabiania na manipulacji. Etos dziennikarza sięgnął bruku, co widać poprzez fakt bezustannego wałkowania sosnowieckiego kiczu, zamiast dostrzegać, że własnie i codzienność i niecodzienność jest w trakcie zmian, w trakcie pokoleniowej rewolty, która wraz z ociepleniem przekształci się w rewolucję.

Młodzi ludzie potrzebują pokoleniowej tożsamości i znaleźli go w zawołaniu: wolny internet. Młodzi obywatele nie chcą być prostakami konsumpcjonizmu wedle galerii handlowych, nie chcą legitymować kastrowanej demokracji, gdyż nie odpowiada im rola przedmiotu karmionego papką słowną i muzyczną.

Młode pokolenie pragnie odzyskać podmiotowość oraz wolność w demokracji i dlatego wciąż będzie wychodzić na ulice, jednocześnie się organizując. Zawołanie Jacka Kuronia - który gdyby dożył dnia dzisiejszego, szedłby na czele pochodów - zamiast palić komitety zakładajmy swoje jest wciąż żywe. Ci którzy tego nie rozumieją będą musieli odejść w niebyt i już na zawsze ...


Słowa kluczowe: pacz, paczy, paczaj, pacza - pa-czaj ...:) 

poniedziałek, 6 lutego 2012

przechwalebny pułtusk


pilzner w praskiej piwiarni


Wódz jest tylko jeden a jego słowa są świętym objawieniem i nie podlegają żadnej dyskusji. Wódz musi być jeden, aby trzymać wszystkich za pysk. Wola wodza jest wyznacznikiem działania podwładnych i nie podlega kwestionowaniu. Wódz nie ma, bo nie może mieć konkurencji, więc musi spacyfikować wewnętrzne zagrożenia gdy choćby jej cień jeszcze był słabiutki. 


Takim wodzem jest Kaczyński. Takim wodzem jest Tusk. I dwaj wodzowie od siedmiu lat prowadzą grę w szachy, grę z której nic konkretnego nie wynika.  Dla nich obu wynika wiele. Pierwszy chce kraju w oparach średniowiecza drugi nieustannie straszy wizją tego średniowiecza. Gra dla samej gry. Gra z której kompletnie nic nie wynika dla kraju, dla obywatela, dla demokracji, dla nowoczesnego społeczeństwa. Ot dwaj gladiatorzy czasu bezpowrotnie minionego, w pół kombatanci walki o wolność machają szabelkami i wzajemnie puszczają sobie oczko.


I tu ku kompletnemu zaskoczeniu obu, z pozornie błahego powodu młodzi ludzie w siarczysty mróz tłumnie wychodzą na ulice wielkich i mniejszych miast. 


Pierwszy wódz, znany z tego, że nie wie czym jest internet a internauci to piwosze i pornoholicy usiłuje się pod nich podczepić objawiając, swoją i swoich podwładnych, totalną indolencję w temacie. Głosowali za, bo nie wiedzieli za czym głosują.


Drugi wódz w pierwszej fazie gra twardziela, takiego norrisa z wykopem z półobrotu, ale lektura sondaży w których rówieśnicy tych co wyszli na ulice drastycznie odmawiają dalszego poparcia, otrzeźwia i inicjuje fazę pokrętnych wyjaśnień z których zupełnie nic nie wynika oraz niezrozumiały wyścig z czasem w celu podjęcia pozorowanej na konsultacje rozmowy z pokoleniem protestujących. Cel jest jeden, zatrzeć jak najszybciej złe wrażenie. Ot taka nieudolna próba wyjścia z epoki myślenia analogowego i wejścia w chwale w czasoprzestrzeń cyfrową.


I tu kolejna zaskoczka. Protestujący odmawiają uczestnictwa w konsultacjach na łapu capu. Nie interesuje ich zabawa w piaskownicy ale rzetelna dyskusja na argumenty. Odmawiają udziału w telewizyjnych show, poprzez który wódz ponownie chce odzyskać blachę strażnika teksasu. 


Po siedmiu latach pozorowanych szachów, wodzowie ku totalnemu zaskoczeniu dostrzegają, że przy stoliku obok zasiadło mobilne pokolenie, którego patriotyczna partia szachów, umoczona w ochłapach historii zupełnie nie interesuje i które stanowczo domaga się uczestnictwa w procesie ustalania prawa a tym samym w procesie sprawowania władzy. Dla obu wodzów to jest niepojęta historia i siarczysty policzek wymierzony w rządzącą kastę.


Proces odzyskiwania przez suwerena wpływu na ekipy rządzące się rozpoczął i już nie jest możliwy do zatrzymania. Sterowane społeczeństwo odzyskuje podmiotowość i tożsamość i donośnie wykrzykuje - nic o nas bez nas.


Dokładnie to samo hasło pod jakim obaj wodzowie walczyli w swych młodych latach, ale starannie i celowo o tych latach zapomnieli.



niedziela, 29 stycznia 2012

wypierdalanie młodych

toaleta w restauracji na rynku w Hradec Kralowe
Gdy sześć lat temu bez pardonu flekowałem obu Kaczyńskich i ich popaprańców za niszczenie wątłych i niestabilnych jeszcze zdobyczy demokracji, nawet w koszmarnych snach nie przypuszczałem, że pięć lat później będę zmuszony do coraz ostrzejszej krytyki rządu platformy, o przejęciu przez którą władzy głęboko wierzyłem, z nadzieją, że przyjdzie ekipa dynamicznych ludzi z wizją nowoczesnego państwa, która w trudnym okresie będzie zdolna zreformować jego struktury dynamicznie zwiększając funkcjonalność państwa oraz uaktywniając dynamikę obywatelskiej demokracji.

W mroźnej końcówce stycznia koszmarność myślenia kaczyńskich powoli zaczyna wypełzać na powierzchnię w sposobie sprawowania władzy przez pozornie jeszcze postępową ekipę niewątpliwie wykształconych ludzi, ale kompletnie  już pozbawionych potrzeby budowy demokracji obywatelskiej. Zamiast reformacji ekipa ta na sztandary wynosi napalm i arogancję. 

Napalmem traktuje wszelkie zjawiska z jakimi nie potrafi się uporać przemyślanymi reformami (hazard, miękkie narkotyki) jedynie w imię łatwego przypodobania się pospólstwu. Arogancją traktuje wszelkie grupy społeczeństwa, które w znojnym milczeniu nie popierają ich bublowatych ustaw i śmią przeciw tym bublom protestować demokratycznie protestując przeciw nim a już aktywny protest oburzonych obywateli powoduje, że czołowi przedstawiciele tejże formacji nazywają wprost i bez ogródek, idiotami, debilami i których należy zdecydowanie wziąć za pysk, bo jako ciemny lud nie rozumieją zbawiennego działania na ich rzecz oświeconej i okopanej u władzy ze strony platformy obywatelskiej.

Ojcowie solidarności z lat osiemdziesiątych, w krótkim czasie doznają amnezji swego młodzieńczego wieku i ówczesnych postaw i jako już w znacznej części dziadkowie odmawiają swoim dzieciom oraz wnukom prawa do protestu przeciw władzy, jedynie dlatego, że to oni dzisiaj sprawują władzę. Stali się ślepcami i zupełnie nie rozumieją, czemu jak nie ma komuny to młodzi ludzie wychodzą na ulicę i pokazują im nieśmiertelny gest kozakiewicza ... Nie rozumieją, bo nie chcą a nie chcą bo są przekonani o swojej dziejowej nieomylności, bo umieją już prawie i jedynie mówić, ja w waszym wieku ...

Nie potrafią zrozumieć, że pokolenie dwudziestolatków ma już daleko w dupie dziadkowe opowieści typu jakeśmy z komuną walczyli, z jakim bohaterstwem wysadzaliśmy pomniki wiecznie żywego, z jakim mozołem budowaliśmy własne komitety. Obecni młodzi mają daleko w dupie tamten kombatantyzm, bo dla nich tamten czas to już jedynie pożółkłe kartki historii, nieustanne darte przez ówczesnych buntowników, z których każdy lawinowo obrasta heroicznymi czynami, nawet jak mu wówczas tetrowa pielucha szorowała po jajkach.

Obecny premier miał wówczas dwadzieścia kilka lat i trzydzieści lat później popada w amnezją wraz ze swoją młodości legendą i pokazuje ze ściśniętymi szczękami i z wkurwieniem fucka młodym ludziom, wchodząc w buty genseka swojej młodości, oraz oświadczając, że właśnie on wie najlepiej  co młodym jest potrzebne. 

I przerysowując język, oświadcza ja pierdolę wasz protest, kochana młodzieży, podpiszę to co ja chcę i to czy się wam to podoba czy nie mam daleko w dupie, a jak będziecie fikać to potraktuję was pałą. Ja wiem lepiej, więc młodzieży kochana słuchać was ani nie chcę ani nie muszę ...

Zaczynam coraz bardziej czerwienić się ze wstydu, że przekroczyłem piędziesiatkę i metrykalnie należę do pokolenia coraz bardziej leśnych dziadków, którzy ani nie szanują siebie nawzajem ani nie szanują prawa do buntu młodzieży ...